|
Zaczal sie dramatycznie, sucho, bolesnie. Pozbawiona energii
z cmentarza udalam sie do baru by okrasic smutek pozorna radoscia. Krakow moje miasto, plaster miodu na serce. Kazimierz pelen artystow, mix krakowsko-warszawski. Wenus, cieplo, gwar, szelest, oczekiwanie, napiecie. Niczym nobliwe dziewcze jade do domu rodzinnego, do Bochni okolo 24, okazuje sie ze nie mam pociagu. Next one o 3, wiec wracam w wir. Laduje w clubie, choc pustki Kosa Kot porywa mnie nieskazitelna wibracja. Mam wrazenie ze mnie tam rozpierdoli od srodka. Euforia, szczesliwosc, fenomen wlasnego istnienia. O 3 wsiadam do pociagu, jestem na 4 o swicie. Na szczescie stoi taksowka, a drzwi od domu sa otwarte. Tiklo sczeka. Podbijam do niego ale odor alkoholu wcale go nie uspakaja. W koncu poznaje pancie i idziemy do swoich komnat. Budze sie nazbyt wczesnie, o 9. Tata juz siedzi w salonie oglada program kulinarny i obiera ziemniaki. Przytulam sie do niego, mowie ze nie moge spac gdy wiem ze on tu siedzi. Jemy super smaczny obiad, cziluje sie na ogrodzie, jaram sie opcja, ze mamy amerykanska borowke. O 19 wracam do Warszawy. Mam kaca tottalnego, of course miejscowek nie ma. Wizja stania w ciasnym korytarzu nie koi mnie. Siedze na jakims miejscu, wchodzi Bogacka i mowi ze to jej, grzecznie wybijam z wagoniku. Nabijam sie na kolege z Krakowa, z ktorym 10 lat temu chodzilam na rysunek. On ma dla mnie wazne komunikaty, chlone jego madrosc, popijajac piwo w Warsie. Panuje tu gruba atmosfera, gdzie nie spojrzec twarze artystow wracajace z Venus. Obok doczepiony z powodu kolizji wagon wegierski, sacze lodowate piwo w opatrach leczo i lecze sie, myslac jak cudowna jest jazda pociagiem. Kocham Cie zycie. Name: Komentarze: 13.05.2008 :: 17:05 :: 217.153.131.148 13.05.2008 :: 15:44 :: 87.205.214.94 13.05.2008 :: 11:22 :: 217.153.131.148 12.05.2008 :: 18:35 :: 83.17.74.226 12.05.2008 :: 17:46 :: 77.253.168.246 12.05.2008 :: 16:59 :: 217.153.131.148 |