Ten staruszek zaczal mnie kontrolowac na zasadzie wypytywania gdzie ide, o ktorej wracam, czy wroce na noc. Traktowalm to z przymrozeniem oka, ale co za duzo, to nie zdrowo i zaczelam go delikatnie unikac. Od 14 roku zycia robie co chce, wracam o ktorej chce i nikt nigdy mi niczego nie narzucal, bylam od dziecka zmuszona ale i nauczona wziac odpowiedzialnosc za siebie i swoje postepowanie. Dzis schodzac na dol, lamalam sie czy zajrzec do dziadka, bo pomyslalm, ze na pewno przezywa ze go tak odstawilam na pare dni. Pukam, on mina pelna rozczarowania i pytanie na co sie obrazilam. Ja mu na to: "Mieciu musisz wiedziec ze ja jestem samotnikiem z natury, lubie byc sama, a dom traktuje jako oaze w ktorej generuje power, wiec nie w smak mi sasiedzkie animozje. Lubie Cie ale mam sporo pracy przy komputerze , ktora wymaga koncentracji."
A on na to ze mowie mu nieprawde, ze on wie, ze wtedy w sobote jak mu tak troche uchylilam drzwi to On u mnie byl. Ja w szoku, ze dziadzio nakrecil sobie caly film w glowie. Mysle sobie, ze nawet gdyby wyimaginowany on byl, to co mu do tego. I mu mowie: Miecio zrobiles sobie film, nie bylo u mnie nikogo a nawet gdyby, jakie to ma dla Ciebie znaczenie. Nie kontroluj mnie. I takie tam. On sie upiera, ze on wie On byl. Ja na to: starych drzew sie nie przesadza, mysl sobie co chcesz.
I mysle teraz, ze spotkalam na swej drodze 85 latka, samotnego i chcialm od poczatku dac tej osobie cieplo, ale gdzies zostal popelniony blad. Moze on sie zakochal we mnie...ja nie wiem...czasem chcemy dobrze a konczy sie zle....

Name:


Komentarze: