To byl dzien bez skrzydel, zrobilam zalegla i konieczna prace w komputerze. Ktos powiedzial mi jak bardzo mnie ceni, lza zakrecila sie w oku. Obok tych ludzi, ktorzy sa mi nieprzychylni (ciesze sie ze sa) sa tacy od ktorych czuje powiew autentycznego dobra. Oddaje i biore. oddycham i wydycham. Jeszcze nigdy nie bylo w moim zyciu tylu aniolow co teraz. W prawdzie nie pomaga mi to odbudowac siebie czy zapanowac nad soba, ale daje mi poczucie, ze ten swiat jest sprawiedliwy. Ze milosc wraca. Ze jest sens.
Napisalam do pewnej artystki maila z prosba by ocenila pare moich prac, a ona odparla ze mam wielki talent ale szczerze powiedziawszy uwaza ze za duzo baluje. Jakze cenie sobie takie uwagi: nie to bym byla slepa na wlasne dzialania. Widze jak dzialam, ze naduzywam alkoholu, jestm uzalezniona od imprez.
Ale
wiecie co: dopiero jak rozwalm siebie-czuje moc tworcza, dopiero gdy brocze krwia- czuje, ze zyje, dopiero gdy wiklam sie w toxyczna m
ilosc-odnajduje odpowiedz. Na dnie mentalnym zbieram owoce. Mam nadzieje ze ta nitka doprowadzi mnie do klebka. Chce dojrzec. Choc wtedy gdy cierpie powstaja moje ekstatyczne teksty i moje dobre obrazy duszy. Co bedzie jak nadejdzie konstans i rownowaga, czy nie strace tego egzotycznego ptaka, ktory doprowadza mnie do nirwany mentalnej, gdy obolala podnosze sie z dna....(?)
Name:


Komentarze:

25.06.2008 :: 23:27 :: 87.207.189.133
stefan z czestochowy
ojoj...