Duzo mysli klebi sie w moim uzaleznionym umysle, o wiele za duzo. Tak naprawde pogardzam wszelkimi formami uzaleznien, sa dla mnie synonimem slabosci. Nie akceptuje slabosci, tak trudno wybaczam sobie przejawy tych chwil, gdy dzialam zgodnie z zapisanym skryptem. Lubie jezdzic roznymi drogami, bo wszystkie prowadza do celu. Nie cierpie robic czegos caly czas tak samo. mialam rozne etapy w zyciu. Najgorszy ale potrzebny byl taki kiedy znajdowlam palenie marihuany jako cos waznego. A teraz czystosc umyslu jest dla mnie tak istotna, moge cierpiec, moze mi z bolu rozrywac wnetrznosci, ale nie bede
w slabosci deformowac swojej jazni, uciekac od cierpienia, tworzac swiat urojonej beztroski. Deformacja-kto chce tak zyc(?)- w znieksztalconym zwierciadle. W takim umysle znajduje sie pozorne swiatlo, taka jarzeniowka, ktora nie wiele ma wspolnego z prawda. Wiem, ze wiele ludzi pali, i narazam sie znowu piszac to, co pisze. Tez nie raz wciagne chmure. Nie, nie jestem calkowicie pozbawiona obecnosci THC,  gdyz wszystko jest dla ludzi. Jednak robienie tego bezmyslnie i notorycznie budzi moja niechec i wspolczucie. Zauwazylam juz na niejednym przykladzie co sie dzieje z placzami weedu. Sama nie jestem wolna, ale ucze sie tego.
P.S nie mozesz byc tam i tu. Rzeczywistosc jest trzezwoscia, jest miloscia.
Name:


Komentarze: