No i wlewalam ta magiczna ciecz przez caly wieczor, noc, saczylam wino ten niby szlachetny trunek. Na koniec doprawilam szmpanem no i odlot. Wstalam chyba o 16, nie obylo sie bez wymiotowania. Jestem oslabiona, rozbita. I tak mysle na czym polega moc alkoholu. Nie umiemy sie bez niego obejsc w pewnych sytuacjach. Dodaje animuszu, ulatwia wyrazanie siebie. Jak za dotknieciem zaczarowanej rozdzki, zmieniamy sie w rozgadanych, wylewnych, wijacych sie na dens florze. Cos sie zmienia w skladzie chemicznym naszego mozgu i nagle mozemy byc tacy fajni. Doszlam do wniosku ze mi sie to nie podoba. Chcialabym wydobywac z siebie dowolna emocjonalnosc nie szukajac ratunku w trunkach. Przeciez skoro to sie nagle rodzi po spozyciu alkoholu, ten caly flow, to znaczy ze to jest w nas i powinnismy nauczyc sie na trzezwo szukac dostepu do tego. Wyobrazic sobie przyciski na ktorych widnieja komedy np: SZAMPANSKI HUMOR I PRZEDNIA ZABAWA. Wcickasz urojone cos i jedziesz. A tak to trujemy sie jakims syfem i zachowujemy sie jak oglupiale malpy na sznurkach. Jestesmy naturalnie weseli trzeba tylko nauczyc sie do tego siegac. Widzialm ludzi ktorzy swiadomie odrzucili alkohol i wiem ze sie tak da.
Co innego symboliczne, a nawet zdrowotne spozywanie. Np uwielbiam lampke dobrego, czerwonego wina do dobrego filmu, albo romantycznej kolacji, albo tez jako odprezenie przed stosunkiem sexualnym... :).
Tak wiec uczmy sie panowac nad soba i nie siegac do metod plebsu na poprawe samopoczucia.
Poruszajac problem alkoholizmu mowi sie, ze to choroba duszy lub modlitwa do
niewlasciwego Boga. hmmm...cos w tym jest...de facto wielu naprawde wrazliwych mlodych ludzi siaga do alkoholu nagminnie, na poczatku jak sie jest mlodym sprawa wyglada niewinnie. Ale nawyki, zwlaszcza te zle, bardzo szybko sie utrwalaja, a potem juz nie jest tak wesolo. Budzisz sie z reka w nocniku, cos nawala. Ale prawdziwa trauma nalogu, jest to, ze oddajac sie robieniu rzeczom nad ktorymi nie mamy kontroli, pozbawiamy sie mozliwosci prawdziwej milosci. Tam gdzie jest zniewolenie, koncza sie szanse na autentyczny dialog ze soba. Tam gdzie jest autodestrukcja tam nie ma miejsca na szacunek i milosc wlasna. A to punkt wyjsciowy do ukochania drugiej osoby. I to samo tyczy sie wszelkich innych zniewalaczy takich jak Sex. Tak, mozna byc uzaleznionym od sexu, od orgazmu, od chemi jaka wytwarza mozg podczas szczytowania. Na zachodzie terapeuci coraz czesciej podaja uzaleznienie od sexu jako powaze schorzenie.
Zatem chodzi o to aby zachowac umiar. Uwolnic sie. A z wolnoscia przychodzi przestrzen w ktorej rodzi sie radosc. A radosne spotkania sa najpiekniejsze. Wypijmy za zdrofko!

Name:


Komentarze: