ANNA BLODA
Contact: Links:




ALL WE NEED IS LOVE...


Link 12.12.2007 :: 14:16 Komentuj (5)





Link 15.12.2007 :: 15:20 Komentuj (0)
Nagne cielesnosc ciala do bolu plasteliny
przez bulu u otwarte
na opak
jak
tak




Link 15.12.2007 :: 15:22 Komentuj (0)
Przezroczyste
rozpuszcza
sie w zelatynie
a kosci pozostaja na zawsze
WIARA W DUCHA




Link 15.12.2007 :: 15:24 Komentuj (1)
Redukcja watpliwosci
ponad wszystko
erekcja reakcji
znasz to...




Link 15.12.2007 :: 15:28 Komentuj (0)
Napiecie w przeroznym rozluznieniu
zrozumienie chwili
chwytanie powietrza
szansa
kryzys
masz
to





Link 15.12.2007 :: 15:30 Komentuj (0)
PROWADZ NITKO DO KLEBKA




Link 15.12.2007 :: 15:31 Komentuj (0)
WRAZENIE RUCHU MOZE BYC POZORNE




Link 15.12.2007 :: 15:33 Komentuj (0)
SZELEST JEST OBSERWACJA
RADOSC JEST KWINTESENCJA
ELO BRA




Link 17.12.2007 :: 11:48 Komentuj (2)
Juz ktorys raz z kolei slysze o swoim logu opinie typu: JA BYM TAK NIE MOGLA.
Chodzi o uzewnetrznianie sie. A co tam, ja moge i  nie traktuje tego jak uzewnetrznianie, bo to co naprawde moje zostaje gleboko, a poza tym bawie sie sugerujac pewne rzeczy, a prawda wyglada zgola inaczej albo rysuje w przyblizeniu. Generalnie jest to pamietnik, a ze publiczny?...hmmm. Zew exhibicjonizmu.
Ciesze sie, ze mam odwage wyrzucania tego i nie traktuje tych wypocin jak wielkiej tajemnicy, niezdatnej do ujawnienia. Dlaczego? Bo kazdy tu jest czlowiekiem i zmaga sie na swoj sposob. Mysle, ze pewne pierwiastki nosimy wszyscy wspolnie, wiec jest to odkrycie swojego czlowieczenstwa. A tego wstydzic sie nie wypada. Nawet gdy w zyciorys wkomponowane sa rzeczy ktorych pozornie wstydzic sie trzeba.




ENJOY 2008/2009 Modelka Magda, obraz Blodka


Link 17.12.2007 :: 13:58 Komentuj (2)



TED LAPIDUS


Link 17.12.2007 :: 14:15 Komentuj (0)
MOWI SIE ZE TO MEZCZYZNI SA BIGAMISTAMI. A JA KOCHAM PARU MEZCZYZN NA RAZ. AZ MNIE TO PRZERAZA. LECZ PRAWDOPODOBNIE OZNACZA TO IZ NIE KOCHAM ZADNEGO Z NICH. PRZED CHWILA ODBYLAM Z NIM LAPIDARNA ROZMOWE NA SKYPE, I MAM OCHOTE KRZYCZEC: WEZ MNIE! CHCE BYC TWOJA! JESTES MESKI! JESTES INTELIGENTNY, DOWCIPNY. JESTES DOBRY. JESTES MOIM SNEM. MOIM MARZENIEM. CHCE SIE TOBA OPIEKOWAC. CHCE SIE TULIC W TWOJE RAMIONA.
OH!!! CHYBA SIE ROZPLACZE BO STRASZNIE MI CZEGOS ZAL... :)




ZLO KONIECZNE NA GETTO BLUSTER W KRK


Link 17.12.2007 :: 19:40 Komentuj (1)



I HAVE TO WAIT FOR YOU.


Link 17.12.2007 :: 19:42 Komentuj (0)



DOM- 3 dni i 3 noce w pizamie....ale fajnie!


Link 17.12.2007 :: 19:44 Komentuj (2)



JESTESMY NORMALNYMI LUDZMI


Link 21.12.2007 :: 01:00 Komentuj (0)





"KRAKOW PIEKNY PO STAREMU"


Link 21.12.2007 :: 01:01 Komentuj (0)



15 lat YOU KNOW WHAT.... Dzieki Marta


Link 21.12.2007 :: 01:02 Komentuj (0)




Link 23.12.2007 :: 20:27 Komentuj (0)

Aleksandra Kosakowska


Kobiece ciało bolesne i rozpuszczanie go

- relacja z wewnętrznej przestrzeni zmagań



Spojrzenie eksperymentalne



Punktem wyjścia musi tu być pewien rodzaj eksperymentu,
hipotetycznego - bo początkowo nie znajdującego oparcia w osobistym
doświadczeniu - założenia, że nie wszystko, co przez siebie przejawiam
jest mną. Do wejścia w tę eksperymentalną przygodę popycha mnie
intuicyjne przeczucie, że jestem kimś o wiele cudowniejszym niż na co
dzień doświadczam i postrzegam siebie. Rodzi ono ciekawość i chęć
poznania, każe drążyć w poszukiwaniu prawdy o sobie i głębi
doświadczania jej, budzi odwagę i otwartość na to, by zostawić po
drodze wszystko, co obciąża w podróży, nawet jeśli do tej pory wydawało
się cenne, pomocne a nawet niezbędne do życia. To wewnętrzne
prowadzenie otrzymuje wsparcie dzięki głosom z zewnątrz. Wielu jest
przecież tych, którzy odnalazłszy pełnię siebie potwierdzają, że
prawdziwą istotą każdego z nas jest głębia spokoju, miłości i radości.



Co przeszkadza mi żyć z tego miejsca i doświadczać tej nieuwarunkowanej siebie - radosnej i pełnej spokoju? Eckhart Tolle [1]
mówi tu o dwóch postaciach, którym bardzo zależy na tym, bym całą swoją
uwagę poświęciła właśnie im, a przede wszystkim ich problemom,
cierpieniom i nieszczęściom, zapominając tym samym o prawdziwej sobie.
Myśliciel i Ciało Bolesne - bo tak Tolle określa bohaterów a zarazem
twórców mojego życiowego dramatu - żyją w mojej przestrzeni wewnętrznej
już tak długo, że trudno mi sobie wyobrazić życie bez nich. Czasem
tylko przypominam sobie o ciszy jaka mnie przepełnia, gdy w mojej
głowie nie brzęczy wieczna gadka Myśliciela i o radości, jaką emanuję,
gdy nie wchodzę w szarpaninę emocjonalną wywoływaną przez Ciało
Bolesne. Mój związek z nimi stał się tak bliski i - wydawać by się
mogło - naturalny, że odczuwam ich obecność tak, jakby byli częścią
mnie, bezrefleksyjnie godząc się na to, by to oni reagowali, decydowali
i przejawiali się przeze mnie.



Myśliciel to umysł. Jego główną pasją, poprzez którą uzasadnia swoją
niezbędną władzę, jest tworzenie "problemów" i namiętne zajmowanie się
nimi. Ponieważ teraźniejszość (w sensie dosłownego tu i teraz) stanowi
zbyt wąską przestrzeń, by jakikolwiek problem mógł się w niej
pomieścić, umysł neguje ją lub ucieka od niej, by żyć we wspomnieniach
przeszłości i wyobrażeniach o przyszłości. Tylko w tych wymiarach
znajduje się dla niego miejsce, nieustannie nakłania mnie zatem bym
właśnie tam ulokowała całą swoją uwagę i świadomość. "Kurde, tak było
fajnie na tej wczorajszej imprezie, ale ten Zdzisiek to normalnie
poleciał, no jak on mógł, naprawdę, na takie zachowanie nie mogę się
więcej godzić, coś trzeba zrobić z tą naszą relacją, następnym razem
gdy go spotkam, to mu powiem, co o nim myślę i żeby sobie więcej nie
pozwalał i bla, bla, bla, bla...."



Przyzwyczajona do obecności Myśliciela, moja świadomość podąża za
tym monologiem, a co za tym idzie - ja sama daję się przekonać, że mam
problem. Z problemem trzeba coś oczywiście zrobić, najlepiej zamartwiać
się nim odpowiednio dużo i szarpać w poszukiwaniu rozwiązania.
Myśliciel jest tu specjalistą zawsze gotowym do pomocy. To nic, że
Zdziśka spotkam prawdopodobnie nie wcześniej niż za miesiąc i być może
oboje będziemy już wtedy zupełnie innymi ludźmi. To nic, że w tej
właśnie chwili jem sobie zwyczajnie pyszny obiad a w moim obecnym
otoczeniu nie istnieje nic, co zakłócałoby mi wewnętrzny spokój.
Myśliciel ponad wszystko pragnie bym utożsamiła się z nim, a zatem nie
zajmowała się tym, co jest, lecz poświęciła całą swoją uwagę kreowanym
przez niego problemom.



Gdy istniejących w danej chwili warunków nie można zaliczyć do
nastrajających pozytywnie, umysł tym bardziej służy pomocą. W sytuacji,
gdy ta wredna baba w okienku na poczcie niemiłosiernie długo obsługuje
klienta przede mną albo gdy ten głupi pies już od godziny szczeka za
oknem, Myśliciel znajduje pełne uzasadnienie, by nienawidzić chwili
obecnej i stawiać jej opór. Nie musi już nawet uciekać w przeszłość ani
w przyszłość. To, co jest daje mu wystarczający powód do emocjonalnej
negacji. Każdy akt takiej negacji staje się natomiast źródłem
cierpienia.



Utożsamiając się z umysłem i angażując swoją uwagę w jego osądzanie
i odrzucenie rzeczywistości, oddaję się cierpieniu. Energia, którą
inwestuję w przeżywanie go zasila wówczas Ciało Bolesne - ukochaną
siostrę Myśliciela. Tolle opisuje je jako rodzaj bytu energetycznego,
który powstał w wyniku nagromadzenia emocjonalnego bólu i karmi się
energią o tej wibracji [2].
By przetrwać, szuka cierpienia. Zadaje ból i prowokuje innych, by go
zadawali. Tolle zauważa, że u większości ludzi żyje ono w pewnym cyklu
- utajenia i aktywności. Część czasu trwa wówczas w uśpieniu, dając o
sobie znać jedynie w postaci podskórnej irytacji, zniecierpliwienia czy
przygnębienia. Co jakiś czas ujawnia się jednak nagłym wybuchem gniewu,
agresji, rozpaczy lub choroby. Niektóre osoby, głęboko utożsamione ze
swoim ciałem bolesnym, większość życia przeżywają wyłącznie za jego
pośrednictwem, doświadczając nieustannego poczucia nieszczęścia,
krzywdy lub nienawiści.



Kobiece ciało bolesne i cykl cierpienia



Według Tollego, poza osobistymi ciałami bolesnymi, które
ukształtowały się w wyniku indywidualnego cierpienia każdego z nas,
istnieją zbiorowe ciała bolesne określonych grup, które doznały
szczególnych prześladowań czy traumatycznych doświadczeń w historii.
Przedstawiciel takiej grupy, będąc z nią utożsamionym, jest najczęściej
w mniejszym lub większym stopniu związany z ciałem bolesnym swojej
zbiorowości. Ma zatem tendencję do reagowania poprzez to ciało i
przeżywania wciąż na nowo zgromadzonego w nim bólu. Będąc w związku z
ciałem bolesnym swojej grupy dana osoba "przyciąga" zdarzenia i odgrywa
schematy zachowań pozwalające umacniać się grupowemu cierpieniu i
poczuciu krzywdy.



Do grup posiadających silne zbiorowe ciało bolesne należą między
innymi kobiety. Tysiące lat życia w podporządkowaniu wobec mężczyzn,
doświadczania wyzysku, gwałtów, przemocy fizycznej, jak też bólu
związanego z rodzeniem i traceniem dzieci przyczyniło się do
nagromadzenia ogromnych pokładów poczucia krzywdy, bezsilnej
wściekłości i cierpienia, które formują obecnie zbiorowe ciało bolesne
kobiet. Tolle twierdzi, że ciało to uaktywnia się szczególnie w czasie
przed menstruacją, dając o sobie znać w postaci tzw. napięcia
przedmiesiączkowego. Dolegliwości fizyczne, rozdrażnienie i
nadwrażliwość jakich wówczas doświadczamy są przejawem ulegania władzy
ciała bolesnego.



Miesiączka to uruchomienie przepływu. To przedarcie się żywej
energii przez blokady nagromadzone w wyniku niszczycielskiej
działalności ciała bolesnego. Ten proces także bywa źródłem bólu,
odczuwanego przez wiele kobiet podczas pierwszego dnia krwawienia, ból
ten ma jednak inny charakter. Odkąd kilka lat temu przestałam łykać
tabletki przeciwbólowe by go zabić, bardzo wyraźnie doświadczam jak
właśnie tego pierwszego dnia przedziera się przeze mnie ogromna fala
uzdrawiającej energii. Czuję wtedy, że dół mojego brzucha to wielka
bryła blokad i napięć, w której fala ta szuka sobie dróg przejścia,
przełamując zastoje, otwierając na nowo skurczone kanały energetyczne.
Źródłem bólu jest właśnie to pękanie blokad, po każdym pęknięciu
przychodzi jednak cudowne uczucie ulgi i uwolnienia. Aż wreszcie krew
płynie swobodnie a moje ciało wypełnia radosna siła.



Aby w pełni poddać się temu procesowi, potrzebuję dystansu i
spokoju. Najczęściej wymaga to ofiarowania sobie możliwości kilku
godzin leżenia i obserwowania bólu oraz uwalniającej go energii.
Dopiero gdy porzucam walkę z bólem, dostrzegam poza nim obecność ogromu
przepełniającej mnie żywej mocy - źródła siły i radości. Zazwyczaj
jednak tylko potężny ból jest w stanie skłonić mnie do wejścia w ten
stan uważnej obecności i spokojnej obserwacji. Czas przed okresem, gdy
moje kobiece ciało bolesne budzi się by wyruszyć na żer, spędzałam
dotychczas najczęściej w błogim z nim utożsamieniu - mniej lub bardziej
zirytowana, rozżalona lub nieszczęśliwa. Pierwszy dzień miesiączki,
choć bolesny w sensie fizycznym, wraz z falą żywej energii przynosił w
tym przypadku wyzwolenie.



Dostrzegam tę prawidłowość nie tylko w odniesieniu do okresu. Moje
osobiste ciało bolesne ma swój niezależny rytm żerowania i także w tym
przypadku udawało mu się dotychczas w pełni angażować mnie w wyprawy po
ból. Zatrzymywałam się dopiero u szczytu jego nasycenia, gdy cierpienie
nie pozwalało już zrobić ani kroku dalej, uniemożliwiało kontynuację
szarpaniny i wierzgania. Wtedy dopiero zamierałam w bezruchu i
zaczynałam trzeźwo patrzeć na to, co jest. W tym miejscu byłam już
zazwyczaj chora fizycznie lub pogrążona w stanie depresji wywołanej
jakimś dramatycznym uwikłaniem życiowym. Ten stan unieruchomienia
pomagał mi jednak w odnalezieniu drogi powrotnej do siebie. Ból
stopniowo odchodził, a ja odkrywałam w sobie siłę do radosnego życia.



Myślę, że powtarzalność tego schematu można tłumaczyć dwojako. Z
jednej strony widzę w nim określoną naturę mojego ciała bolesnego,
które - jak już pisałam - żywi zapotrzebowanie na określoną dawkę bólu,
a nasyciwszy się, przechodzi w stan uśpienia. Z drugiej strony
dostrzegam potężną moc świadomej obecności. To ona pozwala mi porzucić
pragnienie walki z bólem, chęć tłumienia go czy poszukiwania od niego
ucieczki. Ostatecznie te dwa czynniki pozostają ze sobą splecione - gdy
ciało bolesne ustępuje, łatwiej jest trwać w swej naturalnej, radosnej
obecności i vice versa - świadoma obecność rozpuszcza ciało bolesne,
pozwalając przyglądać mu się ze spokojem jak szamoczącemu się na
wietrze strachowi. Problem polega na tym, że mimo powracającej
świadomości wciąż na nowo odtwarzam schemat cyklu - przebudzenie ciała
bolesnego - ból - apogeum bólu - nasycenie ciała bolesnego - świadomość
- stopniowe usypianie ciała bolesnego - stopniowa utrata świadomości -
przebudzenie ciała bolesnego - ból.



Wśród duchowych twierdzeń istnieje i takie, że cierpienie potrzebne
jest do rozwoju. Myślę, że wynika ono z obserwacji powyższego schematu.
Przy każdym wynurzeniu się świadomości z bólu poszerza się bowiem
niejako przestrzeń widzenia i pojawia się poczucie zrozumienia
mechanizmów, według których dotąd nieświadomie działałam. Prawda jest
jednak taka, że zrozumienie to nie chroni mnie wcale przed wikłaniem
się w ponowne przeżywanie cierpienia. Pamiętajmy bowiem, że moją
przestrzeń wewnętrzną wciąż zamieszkuje Myśliciel - zawsze spragniony
borykania się z nowymi problemami - i Ciało Bolesne - głodne kolejnych
porcji bólu. Choćbym nie wiem ile zrozumiała na temat swoich
uwarunkowań, dopóki pozwalam by to oni rządzili moim wewnętrznym
światem, cierpienie powraca.



Wyjście z cyklu



Tolle podsuwa dwa rozwiązania pozwalające wyrwać się z tego
obłędnego cyklu. Pierwszym jest utrzymywanie świadomej obecności tu i
teraz. Opisywana przez Tollego potęga teraźniejszości zasadza się na
tym, że skupione przebywanie w każdej kolejnej chwili obecnej pozbawia
umysł przestrzeni do przeżywania problemów, a co za tym idzie - nie
daje ciału bolesnemu okazji do nasycenia. Aby "tworzyć" problem umysł
potrzebuje przeszłości i przyszłości. Jeśli wszystko, co mam w tej
chwili to miotła w ręce i brudna podłoga, którą zamiatam i jeśli
potrafię w pełni oddać się tylko temu, umysł nie znajduje miejsca, by
karmić mnie przekonaniem jakobym zbyt długo już (przeszłość) dawała się
wykorzystywać w tej cholernej pracy i napawać zmartwieniem, że tak już
będzie zawsze (przyszłość), tudzież sycić buntowniczym nastawieniem
jakobym nie mogła dopuścić, by tak było dłużej, w którym to celu
powinnam coś przedsięwziąć (przyszłość).



Nie jest łatwo. Nawykła do słuchania niekończących się monologów
Myśliciela i podążania za nimi, nieustannie gubię miotłę i podłogę.
Siła przekonań umysłu jakobym koniecznie powinna mieć jakiś pomysł na
życie i jakiś jego ogląd, jest doprawdy potężna. Jakże to tak - poddać
się temu, co jest? I co potem? Przecież wtedy nie wiadomo co z tego
będzie (tak, jakby w innym przypadku było wiadomo ;) Należy przecież
mieć jakąś diagnozę sytuacji, po czym stworzyć rozsądny plan i
konsekwentnie go realizować i bla, bla, bla... Najskuteczniej udaje mi
się od niego uciec, gdy jestem w przestrzeni przyrody, która niczego
nie oczekuje, lub gdy poddaję się żywym przejawom ciała, pragnącego bez
żadnej przyczyny i celu tarzać się lub biec. Większość czasu słyszę
jednak w głowie nużący głos prześladowcy.



Słyszę jednak. I to - zdaniem Tollego - stanowi drugie rozwiązanie.
Widzieć i słyszeć. Władza Myśliciela i Ciała Bolesnego nad moją
wewnętrzną przestrzenią opiera się tylko i wyłącznie na tym, że
utożsamiam się z nimi. Popadam zatem w przekonanie, że to Ja mam
problem i to Ja cierpię, a wobec tego Ja muszę coś z tym zrobić. Gdy
zaczynam po prostu widzieć pojawiające się we mnie myśli i emocje, nie
utożsamiając się z nimi, okazuje się, że Ja jestem tylko cichym
świadkiem zdarzeń rozgrywających się na scenie wewnątrz mnie.
Świadkiem, który cieszy się zwyczajnie swoim istnieniem i nie ma żadnej
potrzeby angażowania się w dziejące się przed nim dramaty.



Według Tollego kobiety i mężczyźni napotykają inny rozkład trudności
na drodze do uwolnienia się od władzy umysłu i ciała bolesnego. Kobiety
są z natury bliższe swemu ciału i życiu, łatwiej im zatem pozostawać w
świadomej obecności i przyjmować to, co jest. W porównaniu do nich,
mężczyźni o wiele łatwiej oddają się władzy umysłu. Jak stwierdza Tolle
"umysł nadaje na częstotliwościach, które sprawiają wrażenie z gruntu
męskich: stawia opór, walczy o władzę, wykorzystuje, manipuluje,
atakuje, usiłuje pojmać i posiąść itd. (...) Do tego, żeby wykroczyć
poza umysł i odbudować więź z głębszą rzeczywistością Istnienia,
potrzebne są zupełnie inne cechy: uległość, bezstronność, otwartość,
która nie opiera się życiu, lecz pozwala mu trwać, zdolność brania
wszystkich rzeczy i zjawisk w kochające, "wiedzące" objęcia. Przymioty
te pozostają w znacznie bliższym związku z zasadą żeńską. Podczas gdy
umysł ma energię twardą i sztywną, energia Istnienia jest miękka,
uległa, a mimo to nieskończenie potężniejsza od energii umysłu. Umysł
rządzi naszą cywilizacją, natomiast Istnienie ma pieczę nad życiem na
naszej planecie i wszędzie poza nią. Istnienie to Inteligencja, która w
sposób widzialny przejawia się pod postacią fizycznego wszechświata.
Kobiety są jej z natury bliższe, ale mężczyźni też mogą do niej dotrzeć
w sobie". [3]



Żeby nie było jednak nam, kobietom za łatwo, będąc bliższe Życiu,
mamy jednocześnie swoje rozbudowane, zbiorowe ciało bolesne. To ono
jest główną przeszkodą na naszej drodze do doświadczania radosnego,
przepojonego spokojem i miłością Istnienia. Praca nad rozpuszczaniem go
umacnia nas jednak w świadomej obecności. Zasadza się ona na
obserwowaniu wszelkich sygnałów poczucia krzywdy, niezadowolenia,
irytacji, symptomów fizycznych itp. przejawów cierpienia z zachowaniem
świadomości, że pochodzą one z ciała bolesnego i to ja decyduję, czy
pozostanę od nich wolna, czy uznam je za swoje. Ciało bolesne karmi się
moją energią życiową, którą przekazuję mu utożsamiając się z nim, a
więc godząc się na uwięzienie mojej energii w bólu. Porzucenie tego
toksycznego związku jest jak wyjęcie wtyczki. Podłączone do niej ciało
bolesne nie od razu oczywiście pada martwe, ba, początkowo zaczyna
nawet silniej szamotać się i wić w rozpaczy, stopniowo jednak słabnie.



Czas przed okresem jest szczególną okazją, by skupić się na tym
odłączaniu zasilania. Będąc kobietą możesz być niemal pewna, że właśnie
wtedy ciało bolesne da o sobie znać. Tolle daje w tym przypadku
następujące wskazówki: "Kiedy wiesz, że nadchodzi czas menstruacji,
zanim jeszcze poczujesz pierwsze oznaki tak zwanego napięcia
przedmiesiączkowego, zwiastującego rychłe przebudzenie zbiorowego ciała
bolesnego kobiet, wzmóż czujność i bądź jak najbardziej obecna we
własnym ciele. Gdy pojawi się pierwszy znak, musisz być na tyle czujna,
żeby go rozpoznać, zanim ciało bolesne tobą zawładnie. Takim znakiem
może być nagła i silna irytacja, fala gniewu albo jakiś czysto fizyczny
symptom. Niezależnie od tego, jaką sygnał ten przybierze formę, zauważ
go, zanim dostaniesz się we władzę ciała bolesnego. Musisz w tym celu
po prostu skupić uwagę na dostrzeżonym objawie. Jeśli będzie nim
emocja, poczuj ukryty za nią silny ładunek energii i wiedz, że jest to
ciało bolesne. Jednocześnie bądź tą wiedzą, czyli uświadamiaj
sobie swoją przytomną obecność i czuj jej moc. Każda emocja, którą
obdarzysz swoją obecnością, szybko osłabnie i ulegnie przeistoczeniu.
Jeśli zaś sygnał przybierze formę czysto fizycznego symptomu, skupiając
na nim uwagę nie dopuścisz, żeby przedzierzgnął się w emocję lub w myśl
(...) Kiedy ciało bolesne całkiem zbudzi się z uśpienia, przez pewien
czas możesz odczuwać w swojej przestrzeni wewnętrznej znaczne
wzburzenie, trwające nawet i kilka dni. Niezależnie od formy, jaką ono
przybierze, pozostań obecna (...) Obserwuj to wewnętrzne zamieszanie.
Wiedz o nim. Trwaj w tej wiedzy i sama nią bądź (...) Dzięki wytrwale
podtrzymywanej uwadze, a więc i akceptacji, dokonuje się
przeistoczenie. Ciało bolesne przemienia się w promienną świadomość,
podobnie jak kawał drewna położony w ogniu lub blisko niego sam ogniem
się zajmuje. Miesiączka staje się wtedy nie tylko radosnym i
satysfakcjonującym przejawem twojej kobiecości, lecz także świętym
czasem przeistoczenia, kiedy to rodzi się z ciebie nowa świadomość". [4]



Eksperymentalna praktyka rozplątywania uwikłań



W teorii brzmi pięknie. W praktyce jest to niezła gimnastyka. Ciało
Bolesne posiada wielki komplet haków, linek i przyssawek, którymi
usilnie wczepia się w moją świadomość. Jednym z jego ulubionych tricków
jest wciąganie mnie w wewnętrzną walkę. W tej rozgrywce pomaga mu
oczywiście Myśliciel. Zaczyna się to mniej więcej tak: widzę
pojawiającą się irytację. No dobra. Ja jestem tutaj, tam jest irytacja.
Ale chwila, chwila - tu włącza się Myśliciel - czyż nie miałam być
wolna od irytacji? Z całą pewnością nie powinnam czuć tej irytacji,
przecież nie ma powodu, tak naprawdę wcale jej nie czuję. Jestem tylko
trochę przygnębiona, bo ja nie wiem czemu wciąż tak jest, że ten świat
się na mnie wyżywa. Ale nieważne, po prostu pójdę spać i nie będę się
do nikogo odzywać i niech sami sobie radzą. I bla, bla, bla... już
jestem po drugiej stronie....



Współpracujący z Ciałem Bolesnym Myśliciel uwielbia wykorzystywać
moją intencję życia w wolności od bólu. Jest to dla niego kolejna
cudowna okazja, by przeczyć temu, co jest i tłumić to, kumulując
jeszcze więcej cierpienia. Wierzcie mi - łatwo jest pomylić
obserwowanie ciała bolesnego z jego tłumieniem. Myślę, że szczególne
zagrożenie stanowi to dla osób introwertycznych, które mają tendencję
do skrywania emocji i utykania w swoim wewnętrznym świecie. Gdy ciało
bolesne przejawia się na zewnątrz, nietrudno je dostrzec, dopóki
zmagamy się z nim samotnie, wewnątrz siebie, łatwo stajemy się jego
łupem. Wywala wtedy zazwyczaj w postaci symptomów fizycznych lub
depresji. Wyzwalająca jest w tym przypadku pamięć, że nie chodzi o to,
by nie doświadczać istnienia w swej wewnętrznej przestrzeni irytacji
lub innych bolesnych emocji. Nie chodzi też o to, by nie komunikować
ich istnienia. Ani o to, by dzielnie znosić coś, czego zmiana leży w
naszych możliwościach działania. Kluczem jest, by w głębi siebie
pozostać radosnym obserwatorem wszystkiego, co się pojawia i nie
angażować się wewnętrznie w te nieszczęsne rozgrywki.



Równie łatwo jak w tłumienie negatywnych emocji daję się wciągać w
ich uzasadnianie. W tym przypadku, by wyrwać mnie ze stanu świadomej
obserwacji pojawiającego się uczucia, umysł, zamiast przeczyć mu,
dostarcza mi całego zestawu twierdzeń tłumaczących dlaczego to mam
pełne prawo, a wręcz obowiązek być wściekła, rozżalona, czy obrażona. W
odniesieniu do pojedynczych sytuacji stosunkowo łatwo go przyłapać.
Prawda jest jednak taka, że noszę w sobie całe złogi tego typu
nieuświadomionych przekonań, które budują moje ogólne podejście do
życia. Ich istnienie sprawia, że nieświadomie uznaję mój związek z
ciałem bolesnym za potrzebny, a nawet korzystny. Czyż nie jest ono moim
bodyguard? Czy nie stałabym się bezbronna, gdybym przestała korzystać z
jego gniewu i agresji? A co z tym słodkim cierpieniem, które uzasadnia
moją bezradność, budzi u innych litość (a zatem zainteresowanie) i
pozwala zatopić się w błogim poczuciu krzywdy, uwalniając tym samym od
ciężaru współodpowiedzialności?



Gdyby mnie spytać czy pragnę doświadczać bólu, odpowiedziałabym
oczywiście, że go nie chcę. Okazuje się jednak, że w swoje ciało
bolesne zainwestowałam tyle energii, że porzucenie z nim związku jawi
mi się niemal jak utrata podstaw bezpieczeństwa i tożsamości. Schemat
cierpienia, jakkolwiek bezsensowny wydawałby mi się na poziomie
świadomym, podświadomie pociąga jako przytulnie znajomy, za zatem
bezpieczny. Tolle twierdzi, że porzucenie związku z ciałem bolesnym
jest szczególnie trudne, jeśli ulokowaliśmy w nim nasze poczucie
tożsamości i zaczęliśmy postrzegać siebie w kategoriach
"nieszczęśliwego ja". Odcięcie się od ciała bolesnego oznacza w tym
przypadku utratę tożsamości, a zatem całego zestawu samookreśleń,
wytrenowanych zachowań i podtrzymujących je uzasadnień. W sensie
psychicznym jest to rodzaj śmierci ego, a zatem coś, czemu ten
najgłębszy rdzeń umysłu stawia bezwzględny opór.



Jakby tego było mało, widzę, że moja osobista tożsamość ofiary
znajduje swoje wzmocnienie w zbiorowym ciele bolesnym kobiet. Wytwarza
ono specyficzny rodzaj kobiecej solidarności opartej na wspólnocie
cierpienia, krzywdy, żalu oraz gniewu i buntu przeciwko krzywdzicielom
i wyzyskującym. Siłą tej bolesnej tożsamości posługuje się w dużej
mierze ruch feministyczny. Także jednak codzienne, nieformalne relacje
kobiet budowane są w mniejszym lub większym stopniu w odwołaniu do
wspólnego cierpienia i utyskiwania na mężczyzn, którzy, jacy są - każda
z nas wie ;). Jak stwierdza Tolle "dopóki kobieta hołubi w sobie gniew,
urazę lub potępienie, kurczowo trzyma się ciała bolesnego. Może jej to
wprawdzie dawać kojące poczucie tożsamości, solidarności z innymi
kobietami, zarazem jednak przykuwa ją do przeszłości i nie pozwala
dotrzeć do całej pełni własnej istoty i prawdziwej mocy". [5]



Dostęp do tej mocy wymaga podjęcia całkowitejodpowiedzialności za własną przestrzeń wewnętrzną.
"Tożsamość ofiary stoi [bowiem] - jak przypomina Tolle - na wierze,
jakoby inni ludzie byli odpowiedzialni za to, że jesteś tym, kim
jesteś, że doznajesz bolesnych emocji lub nie umiesz być prawdziwą
sobą". [6]
Prawda jest tymczasem taka, że cierpienie odbywa się zawsze wewnątrz
mnie i w tym sensie tylko ja posiadam całkowitą władzę utożsamiania się
z nim lub bycia od niego wolną. Praktykując to podejście,
eksperymentalnie otwieram się na nowe postrzeganie samej siebie.
Eksperymentalnie przyjmuję za prawdę przeczucie, do którego wyrywa się
moje serce i które stopniowo znajduje oparcie w moim osobistym
doświadczeniu - że moja prawdziwa istota mieści w sobie jedynie radość,
miłość i spokój, a każde cierpienie to tylko sygnał oderwania od niej.







Aleksandra Kosakowska

zorka.ja@interia.pl







LET ME INTRODUCE OUR DOG TIKLO. HI IS BLIND.


Link 25.12.2007 :: 15:01 Komentuj (0)





Link 25.12.2007 :: 15:02 Komentuj (0)
TIKLUS KOCHAMY CIE MALA SWINKO!!!!!




Link 25.12.2007 :: 22:59 Komentuj (0)
WIEM, ZE NIE WIEM. MOZE WIEM. ALE CHYBA NIE WIEM. A MOZE WIEM ZE NIE WIEM. LUB TEZ NIE WIEM ZE WIEM. MORZE NIEWIEDZY. ZYCZE SOBIE NA 2008 USWIADOMIENIA....SMIALOSCI   NO I OF COURSE RADOSCI NA CODZIEN. A TEGO CZEGO PRAGNE DLA SIEBIE CHCE TEZ DLA INNYCH, TO JEDNO WIEM.



Ale OCB?


Link 26.12.2007 :: 14:37 Komentuj (0)




Link 26.12.2007 :: 15:23 Komentuj (0)




REKONSTRUKCJA SNU Praca archiwalna


Link 27.12.2007 :: 18:41 Komentuj (0)




Link 27.12.2007 :: 18:46 Komentuj (0)
Ponizej publikuje prace ze szkoly z przed 6 lat. Temat to REKONSTRUKCJA SNU.
Tematyka, symbolika hard corowa dosyc a i moze banalna. Obracalam sie wtedy w swiecie tak zwanych zlych chlopakow. Uczestniczylam w roznych akcjach i dosc mocno mnie to wtedy zabarwilo.
Szczegolnie postac Darka CZACHY stanowila meritum inspiracji. Interesowalo mnie wtedy zagadnienie agresji. Zreszta zawsze ten temat byl mi bliski. Przemoc jako zaprzeczenie milosci. Milosc jako koniec nienawisci. Nienawisc jako odrzucenie tejze milosci. Strach. Niewiedza. Brak swiadomosci.




Frik pix from school cd.


Link 29.12.2007 :: 00:47 Komentuj (0)




Link 29.12.2007 :: 00:49 Komentuj (3)
Ponizej kolejne zdjecie z czasow szkolnych. To bylo dla Prof. Prazmowskiego na fotografie kreacyjna. A temat pracy mial cos wspolnego z SNIADANIE WE DWOJE....jakos tak. Pamietam ze mina panu zrzedla gdy zobaczyl moja interpretacje jakze romantycznego tematu. Mialam wyobraznie ktorej aktualnie brak...




Link 29.12.2007 :: 00:51 Komentuj (0)



COFAMY SIE DO PRZESZLOSCI/NEXT PIC FROM PAST/2007


Link 29.12.2007 :: 00:55 Komentuj (0)

Silver/KRK



FOTO OBRAZEK / ROK 2000


Link 29.12.2007 :: 01:05 Komentuj (0)




Następne
Poprzednie


archive posts
2018
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień