Dzien, skapany w miescie. Plac zbawiciela. Natrafiam na kotrasty. Mysle o krewetkach na obiad a tu starzec z wyciagnieta reka zebra o pare groszy, mysle ze nie dam rady zrobic prawa jazdy a tu staruszek wyjezdza na ulice w rozklekotanym maluchu. Znaki i symbole. ja pierdole. Nowy Jork jest tu gdzie my jestesmy. Etapy zycia, dopelnianie sie, zamykaja sie kolejne drzwi i wyrastaja nastepne. Dojrzewam do siebie, do bycia soba, jednoczesnie kocham siebie jak sie da. Im bardziej mnie dobijaja tym bardziej wychylam sie i umacniam w prawdzie o sobie. Czasem jest ona chwiejna. Kolega z ktorym mieszkalam pare dni nazwal mnie potworem. Pewnie i nim jestem jakos tak...
Etap NEXT DOOR PLEASE. Wykluwa sie cos, w bolu i radosci.


Name:

Komentarze: